czwartek, 29 grudnia 2016

Refleksje parareligijne nad najlepszą regulacją. Czyli o co chodzi Kowalczykom i Dorocińskim?


Opublikowane w Braci Łowieckiej wywiady dr Izabeli Kamińskiej z dwoma przedstawicielami nauk przyrodniczych (7/19 - „Zwierzętami trzeba zarządzać głową, a nie emocjami“ i 9/16 “Natura jest najlepszym regulatorem“), dotyczące między innymi różnych koncepcji zarządzania populacją żubra, stanowią doskonałe tło dla paru mało naukowych dywagacji.

Z wypowiedzi zamieszczonych na łamach miesięcznika dobrze widoczne są przede wszystkim dwa różne podejścia do jednego gatunku zwierząt, czyli żubra i, szerzej, odmienne interpretacje relacji z przyrodą prezentowane przez osoby posiadające wiedzę i uważane za autorytety w zakresie nauk przyrodniczych. W odniesieniu do kości niezgody, którą są zwłoki żubra oraz z punktu widzenia interesów gatunku, który obie strony sporu chcą reprezentować, jest to jednak właściwie absurdalna i irracjonalna dyskusja o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkanocy lub odwrotnie. Celem obu stron jest – podobno - stworzenie warunków dla bytowania tych zwierząt oraz zapewnienie (w miarę) bezkonfliktowej koegzystencji z dużą, witalną, odporną na zagrożenia populacją żubra w naszym kraju, gwarantujące zachowanie tego gatunku dla przyszłych pokoleń. Czy ta populacja będzie liczyć pięć tysięcy czy dziesięć tysięcy osobników ma podrzędne znaczenie. Tę wielkość determinują potrzeby gatunku oraz realia przyrodnicze i społeczne krajobrazu, w którym przyszło w XXI wieku koegzytować trzydziestu ośmiu milionom Polaków i jakiejś liczbie żubrów. Cel wydaje się więc być jasny. Spór – mający miejsce również swego czasu w emocjonalnie prowadzonej korespondencji między „starym“ składem Państwowej Rady Ochrony Przyrody a Stowarzyszeniem Miłośników Żubrów dotyczył (i dotyczy) zasadniczo środków i drogi na jakiej ów cel ma być osiągnięty. Ten konflikt „o słuszną drogę“, który wydaje się przesłaniać priorytet jakim jest zachowanie żubra w Polsce, nie dotyczy niestety wyłącznie „techniczych“ aspektów natury ekologicznej, ekonomicznej i społecznej, lecz ma miejsce na płaszczyźnie ideologicznej. Właściwy problem z dyskusją o żubrze (czy innych zwierzętach) zaczyna się, gdy dyskusja przechodzi w sferę „racji najmojszych“ – czyli determinowana jest indywidualnymi przekonaniami i bardziej wiarą niż wiedzą. W dość emocjonalnej przepychance o to czy elementy użytkowania mają prawo stanowić element zarządzania populacją żubrów w naszym kraju, czy też nie, środowisko reprezentowane przez profesora Rafała Kowalczyka posługuje się „argumentem nie do zbicia“. Odstrzał, polowanie, użytkowanie mają - zdaniem dyrektora IBS PAN w Białowieży - „wypaczać ideę ochrony przyrody i zmniejszać akceptację dla obecności tych zwierząt w środowisku“. Jednak naukowiec posługujący się tym argumentem – jeśli chce być uważany za naukowca – musi/powinien liczyć się z pytaniami o to, o ile stopni, procent czy kilogramów wypaczy się owa idea. I czy akceptacja zmniejszy się o połowę, a może jedną czwartą czy też tylko jedną dziesiątą, jeśli żubr odregulowany, odstrzelony lub wyeliminowany znajdzie się na talerzu w warszawskiej restauracji, zamiast stanowić godną podziwu - zdaniem profesora – kupę padliny dekorującą ścieżkę przyrodniczą w jakimś lesie. Na ten temat grono zwolenników ochrony biernej niestety się nie wypowiada. W sąsiadujących z nami Niemczech żubr ma status zwierzęcia łownego, objętego całoroczną ochroną. Czy ów status ma jakiekolwiek znaczenie dla samego żubra, zachowania i ochrony tamtejszej populacji? Czy coś za Odrą ulega wypaczeniu? Czy uśmiercony z obiektywnych powodów – choroba, kontuzja, starość – żubr polski lepiej się czuje niż zwierzę uśmiercone z tych samych powodów w Niemczech? Bo nasz król puszczy został “zredukowany” lub zdechł “śmiercią naturalną”, a jego pobratyniec odstrzelony jako zwierzę łowne? Może wypadałoby zrobić porównawcze badania akceptacji tego zwierzecia w obu krajach, żeby skończyć z pobożnym, choć utytułowanym bujaniem w obłokach subiektywnych poglądów.

Problem rzutuje również na postrzeganie innych problemów i ich relatywizowanie zgodnie z subiektywną „racją najmojszą“. Profesor Kowalczyk podaje w wywiadzie z panią dr Kamińską, iż szkody od żubrów w skali całego kraju mają wynosić między 300 a 400 tysięcy złotych rocznie. Tymczasem wystarczy zadzwonić do RDOŚ w Białymstoku, by dowiedzieć się, że w ubiegłym roku szkody od żubrów tylko w rejonie Puszczy Białowieskiej i Puszczy Knyszyńskiej wynosiły odpowiednio 225 oraz 590 tysięcy złotych. Łącznie 815 tysięcy złotych. A żubry pomorskie i bieszczadzkie też muszą coś jeść. Powstaje natychmiast pytanie czy ktoś, kto chce być uważany za autorytet od ochrony tych zwierząt nie zna aktualnych danych, czy też uważa, że czytelnicy Braci Łowieckiej nie umieją posługiwać się telefonem? Zaklinaniem rzeczywistości jest też relatywizowanie wysokości rekompensat za szkody od żubrów przez wskazywanie na „droższe bobry“ oraz to, iż paradoksem jest, że licząca prawie dwadzieścia tysięcy osobników populacja łosia w naszym kraju regulowana jest wyłącznie przez kierowców, czyli teoretycznie wcale, ale za to świadomie i z premedytacją zabijanych jest kilkadziesiąt żubrów. I nawet zjadanych. Niestety szkody od żubra od tego relatywizowania nie zmniejszą się ani o złotówkę. Bobry robią więcej szkód, bo jest ich więcej niż żubrów. Gdyby żubrów było więcej niż bobrów w Polsce to robiłyby więcej szkód niż bobry. Proste. Nic dziwnego. Dziwić się natomiast wypada, że profesor IBS jest zdumiony, iż liczniejszy gatunek jakim jest łoś nie jest regulowany na drodze polowań, lecz tylko na drogach, a dużo rzadszy żubr podlega odstrzałowi. My się nie dziwimy, ponieważ to IBS należał do środowiska, które skutecznie zablokowało dwa lata temu zniesienie moratorium na odstrzał łosi. Obiekcje w związku z wprowadzeniem odstrzału w przewidzianej wówczas formie w 2014 roku wyraził w piśmie do Ministra Środowiska między innymi sam ówczesny dyrektor Instytutu Badania Ssaków dr hab. Rafał Kowalczyk.

W sumie – jeśli idzie o spór na temat wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą lub odwrotnie – czyli o to, czy lepsza jest ochrona bierna czy czynna, ścisła, pół lub ćwierćścisła tego czy innego stworzenia, warto pamiętać, że w tych sporach nie chodzi często o rezultat - jakiś gatunek czy populację zwierząt. Bo samego żubra nikt o zdanie na ten temat nie spyta. Dużo większe znaczenie ma nierzadko walka o dobro i dobre samopoczucie uczestników tych sporów. Podejście części środowisk naukowych do ochrony gatunkowej wydaje się bazować na przekonaniu, iż społeczeństwo winno odnosić się do wszystkich gatunków chronionych jak Hindusi do swych świętych krów. Tymczasem ochrona przyrody do tej pory nie ma u nas statusu religii panującej, a przestrzeń przyrodnicza nie jest sakralna. Naturalnie każdy profesor, doktor czy magister nauk przyrodniczych może wierzyć w co mu się żywnie podoba. Włącznie z wiarą w święte krowy czy święte gaje, ale dobrze byłoby, gdyby owa wiara pozostawała w swiątyniach i nie dominowała w publicznych debatach, gdzie nie chodzi z reguły o religię a o zupełnie realne i przyziemne problemy związane z działaniami na rzecz ochrony przyrody. Ujęty w tytule artykułu pogląd naukowca, iż “natura jest najlepszym regulatorem“ sprzyja na pewno poprawie samopoczucia profesora, ale pomija zdaje się okoliczność, że najlepszy regulator zlikwidował do tej pory 99 % wszystkich bytujących dotychczas gatunków na Ziemi, a ta najlepsza – letalna – regulacja obejmuje też zabijanie zwierząt ciężarnych, wychowujących młode, śmierć zadawaną z wyjątkowym okrucieństwem czy też niewyobrażalne cierpienia towarzyszące zgonowi z głodu lub pragnienia. Najlepszym? Natura leży poza zasięgiem naszego systemu wartości i kręgu ludzkich norm. Ona „reguluje“ de facto ani lepiej, ani gorzej niż ludzie, lecz po prostu inaczej. Generalizujące wartościowanie procesów przyrodnicznych i ich rezultatów na lepsze i gorsze – „dobre i złe“ - w obrębie perspektywy biologicznej, któremu zgodnie z aktualnie poprawną politycznie biofilią oddają się niektórzy naukowcy, jest ogromnym uproszczeniem mającym w sobie właściwie coś z ekologistyczej parareligijności oraz sakralizacji „przestrzeni przyrodniczej“ . I każe się czasami zastanowić czy nie czas zamienić ponownie nazwę instytucji badawczej na Podlasiu. Tym razem na Instytut Badania Świętych Krów imienia Jędrzejewskich, a jej pracowników wysyłać do lasu wyłącznie w turbanach. Przynajmniej w tym punkcie panowałaby jednoznaczność, której zdaje się brak w dyskusjach wokół celów i istoty ochrony przyrody i środowiska.

P.S. Redachtor Starszy przeprowadza obecnie eksperymenty z królikami doświadczalnymi z urzędów, instytucji i organizacji zajmującymi
siem ochroną żubra w mniej lub bardziej letalno-konsumpcyjnych formach.
 
Projekt badawczy nosi aktualnie robocze nazwy "Matka Polka nosi żubra", "Dama z żubrem", a w razie potrzeby też inne....
 
Cel badań widoczny jest na poniższym szkicu. Chodzi o ustalenie czy żubra w Polsce da się nie tylko chronić, zaszczelić, zjeść, powiesić na ścianie, wypić i generalnie  znosić, ale przede wszystkim NOSIĆ. W formie naszyjnika lub innego gadżetu ochronnego z kości żubra ze świadectwem CITES tudzież innym potwierdzającym rasowe i bezgrzeszne pochodzenie. Na razie w ramach powyższego projektu badawczego ustalono, że nosić u nas można żubra
w puszce. Nawet na szyi. Wtedy najlepiej pustej. Wygląda ładnie, choć ludzie dziwnie patrzą.

Aktualnie projekt eksperymentalno-badawczy znajduje się na etapie kabaretowej drogi przez mękę z wieloma interesującymi doświadczeniami. Jednak może kiedyś uda się zdobyć oficjalnie i legalnie materia. Wtedy będzie
można zamawiać stosowne gadżety ochronne. Dla osób wrażliwszych i szczególnie zaangażowanych (m.in. dla dyrektora IBS Białowieża i pana Marcina Dorocińskiego) przygotowywany jest projekt różańca ze żubra.

22 komentarze:

  1. To mi się nasunęło pod wpływem wpisu...
    Natura ma własny system regulacji - bardzo prosty. Silniejsze osobniki - ,,pożerają,, te słabsze ze smakującego im gatunku. Pozostałe, czyli te które zdołały się ,skryć,- przeżywają do czasu aż przyjdzie ich kolej /dożywają starości, stają się nawozem lub stają się ,daniem głównym,/.
    Jeżeli człowieka potraktuje się jako silniejszo-dominujacy gatunek, to regulowanie i kontrola ,,poziomu istnienia,, pozostałych gatunków - zdaje się
    być logiczne, bez względu na to jaki jest status prawny danego ,zwierzęcia, przyznany mu przez człowieka.
    Z drugiej strony - utrzymanie wszystkich gatunków-na pewnym bezpiecznym dla całego środowiska poziomie - wymaga poniesienia kosztów, z którymi trzeba się liczyć.W związku z tym w ramach posiadanych/przeznaczanych na ten cel środków - podejmuje się zabiegi - ochronne lub wręcz przeciwnie.

    Przy czym warto zauważyć-że tak samo ludzie postępują wobec siebie /akty wyniszczające typu ,wojny, czy niezrównoważona eksploatacja środowiska naturalnego lub akty ochronne/- czyli regulujemy też własną populację w sposób mniej lub bardziej świadomy...
    ...ale na szczęście typowy kanibalizm nie jest chwilowo rozpowszechniony :)
    W interesie samego człowieka leży zachowanie istniejących gatunków we właściwej proporcji...
    *
    Doświadczenia z królikami zajmującymi się ochroną żubra?...Zdaje się, że doświadczenia na zwierzątkach są ten-tegoes...no wiadomo co...podobno zabronione... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie na wszystkich zabronione - na krolikami z gatunku homo sapiens biurokratis oraz pokrewnymi wolno eksperymentowac bez zezwolenia miejscowej Komisji etycznej. Naprawde. Tak mowi ustawa o ochronie zwierzat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kółeczko się zamknęło... :)

      Usuń
  3. Gdy aktora z Milanówka
    Niesie w świat jego pyskówka
    Żubry płaczą,
    Orły kwaczą.
    W teatrze gaśnie żarówka...

    PS. Drugi rys. skojarzył siem mi z Leonardem... ;)

    Pozdrawiam

    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad. Ps.
      Da Vin-ci? czy nie da ci vin? - chciałoby się od razu zapytać.
      I za chwilę okaże się, że wszystko zależy od checi, zasobności ,,piwniczki/portfela,,...i/lub pragnienia degustacji.hi,hi

      Usuń
    2. Nie "Di" i nie "Co", czyli oczywiście DA... :D

      Pozdrawiam

      m.

      Usuń
  4. Autor powinien poprawić dane dotyczące szkód wyrządzanych przez żubry w Puszczy Knyszyńskiej, ponieważ dane, które podał powołując się na telefon do RGDOŚ są nieprawdziwe i znacznie zawyżone.
    Przykładowe kwoty szkód wyrządzanych przez żubry z PK (dane od RGDOŚ):
    2008 - 52 111zł
    2010 - 305 379 zł
    2011 - 361 828 zł
    2013 - 252 298 zł
    2014 - 165 091 zł
    Faktem jest, że to stado odpowiada za 90% odszkodowań wypłacanych w PL z powodu szkód żubrowych. Zima 2011/2012 wprowadzono dokarmianie zimowe tego stada, dzięki czemu szkody z roku na rok znacznie spadają.
    źródło danych: Sobczuk M., Olech W., "Damage to the crops inflicted by European Bisons belonging to a herd of Knyszyn Forest", Eurobean Bison Conservation Newsletter vol 9 (2016)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie informujemy Anonimowego z 30 grudnia 2016 ze mamy rok 2016. Podane powyzej sumy odszkodowan dotycza "roku ubieglego" czyli 2015.

      Przykładowe kwoty szkód wyrządzanych przez żubry z PK (dane od www.bucewzielonych.blogspot,de):
      2008 - 52 111zł
      2010 - 305 379 zł
      2011 - 361 828 zł
      2013 - 252 298 zł
      2014 - 165 091 zł
      2015 - 590 000 zł

      Dane mozna zweryfikowac pod :

      Beata Bezubik - Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Białymstoku
      tel.: 85 74-06-981 wew. 13
      fax: 85 74-06-982

      e-mail: biuro.bialystok@rdos.gov.pl

      Uprzejmie tez prosimy Anonima, zeby w przyszlosci nie bawił się profesora doktora Kowalczyka.

      Tutaj zaglondaja mianowicie dzieci, ktore umieja poslugiwac
      sie google i telefonem. Takie rzeczy można wypisywać u naszego pszyjaciela Adama Wajraka, w Gazecie Wybiorczej lub tez bezposrednio na fejsbuku IBS : https://de-de.facebook.com/mripas/

      Tam zaglada dostatecznie duzo pozytecznych idiotow, ktorzy lykna
      wszystko.

      dasz zubr i zubruffka

      daka

      Usuń
    2. Mitygujem siem i pszepraszam najmocniej calujonc ronczki i inne czesci ciala w raze potrzeby - gdyby Anonim byl Anonimka tak czy owak......(tutaj mial byc smalj z rumiencem wstydu...nadrobimy graficznie w miedzywpisie...).

      Na marginesie - te liczby :

      2013 - 252 298 zł
      2014 - 165 091 zł
      2015 - 590 000 zł

      Moga i powinny wzbudzac nieufnosc. Mniemanologicznie rzecz biorac - bo to dzialka professoruff wlasciwie - "skok" miedzy 2014 i 2015 da sie (prawdopodobnie - czesciowo przynajmniej) wyjasnic wahaniami cen rzepaku w tych latach. Jesli rzepak jest glowna roslina uszkadzana przez zubry (?) to gwaltowny wzrost odszkodowan 2015 da sie ew. wytlumaczyc wzrostem cen. Byc moze rowniez wzrostem arealow zasianych rzepakiem, jak rowniez lokalna struktura upraw. Powszechnie stosowane do oceny konfliktowosci sumy wyplacanych odszkodowan sa wlasciwie "zlym" indykatorem. Podatnym na manipulacje. Ponadto "zaciemniaja" rzeczywisty obraz konfliktu i "percepcji lokalnej obecnosci duzych roslinozercow".
      Nizsze wyplacone odszkodowania nie musza oznaczac, ze szkody dla rolnika (ow) sa mniej bolesnymi. I odwrotnie wysoki poziom odszkodowan nie musi znaczyc, ze "duzo zwierzat zniszczylo duzo upraw" . No ale na razie ten "zlotowkowy indykator" jest niestety powszechnie w uzyciu......I niezaleznie od tego dyrektor Kowalczyk "jedzie" po bandzie, poniewaz w momencie kiedy formulowal w wywiadzie z Kamiska bagatelizujace dane, liczby ze samego rejonu PB (ew. tez PK ?) powinny mu byc znane - a przynajmniej tendencje.....
      Problem polega tez na tym, ze GDOS uprawia bardziej niz komiczna polityke, udostepniajac dane dot. poszczegolnych gatunkow w skali calego kraju dopiero jak kogos sie porzadnie pociagnie za jajka....Jeszcze inna sprawa to kwestia prewencji...

      pozdr
      daka



      Usuń
    3. Przyznaję się do błędu! sprawdziłam, w 2015 roku szkody wyniosły dokładnie 590 744zł. Chyba pokuszę się o analizę upraw w ostatnich latach na tym terenie, bo patrząc na takie suche dane nie wygląda to dobrze, szczególnie, że zimą 2014/2015 był inny obraz upraw niż w latach wcześniejszych, wielu rolników zrezygnowało z rzepaku (do którego wrócili w tym roku).
      Co zaś do samych "dotkliwych" szkód dla rolników. Nie bronię absolutnie żubrów, żebyśmy mieli jasność, nie jestem tez przeciwnikiem eliminacji, które są niezbędnym elementem gospodarowania tym stadem. Ale wracając - widzieli Panowie te poszkodowane pola przed zbiorami? Warto zobaczyć, nie ma nawet śladu uszkodzeń.
      No nic, z ciekawości po świętach porównam sobie poszkodowane działki w ostatnich latach i kwoty. Mam nadzieję, powrócić wtedy do dyskusji z nowymi wnioskami. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Takoz i my pozdrawiamy.
    Co do wnioskow. One powinny byc jeszcze ciekawsze gdyby uzyskac dane dot. srednich cen w jakich liczono odszkodowania, srednich plonow w poszczegolnych latach , potencjalu konfliktowego - tj. gdzie i ile zubry
    mogly zezrec a ile i czego zezarly faktycznie (co gdzie roslo - jak bylo chronione - czy bylo chronone ???) . Jaki byl udzial szkod (zarejestrowanych i wyplaconych ) od innych gatunkow zwierzat na tym samym terenie (dziki/jelenie). KTO wyplacal szkody za poszczegolne rodzaje szkod. Jak wygladaly rozklady - odstrzal tych dwoch gatunkow - na terenie - nie podawane stany , bo to jest bajkopisarstwo.....Itd. Powinno byc w sumie kilkanascie parametrow , ktore warto by sprawdzic - temat na prace magisterska chyba. Ale bez tego nie da sie nawet w przyblizeniu okreslic dlaczego - jesli odszkodowania od zubrow w 2014 roku przyjac za 100 %, one wynosily w 2010 roku prawie 200 % tej wielkosci a w 2015 - kolo 350 %...Wazne jest pewnie nie tyle ILE zaplacono, co co sie dzialo na polach w poszczegolnych latach (albo nie dzialo) i czy da sie ustalic jakas korelacje (moze przypadek ?) . RDOSia to nie obchodzi - kieszenie podatnikow sa dla urzedowych ochroncow samoobslugowym workiem bez dna....A ludzie tacy jak Kowalczyk - bardziej ideolog i kierownik Instytutu Badan Swietych Krow niz naukowiec tez maja to gleboko w 4 literach. A zycie sobie. Naturalnie, ze golym okiem i przy zbiorach nie widac , czy na "uszkodzonym" polu rzepaku w okresie zimowo wiosennym zostalo przez zwierzeta uszkodzonych 10 % / 15 % roslin i nie "owocuje" obnizajac automatycznie wysokosc plonu o te wielkosc, czy tez chodzilo tylko o 5 % . Chyba ze na jakich powierzchniach - ich czesciach - rzepak zostal uszkodzony w 100 % i nie plonuje w oogole. Jednak metody szacowania byly /sa (chyba ?) identyczne zarowno wtedy gdy wyplacono 165 tysiecy jak i 590 tysiecy, wiec jakis "blad systematycuzny tutaj nie powinien odgrywac wiekszej roli. Temat rzeka na dluzsza kawusie w W-wie....:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. (wahom sie nicem tyn gorol półkrwi, ale może niech będzie z gugla. W najgorszym wypadku na jakimś spektaklu M. Dorociński krzyknie ze sceny: "Hej! Youuu...". Redachtorze, jednak "kradzież" Twojego rysunku -szkuty lub ew. innego- nastąpi jeszcze nie jutro, ale nieco później)

    Anonimka ...pewnie z Polski
    Żubrze analizowała wnioski.
    Tu sprawdziła,
    Tam zoczyła.
    Galimatias wyszedł boski...


    Pozdrawiam

    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. No....Maria z Wanda troche te wnioski...

    2011 - 361 828 zł (1839 zl/t)
    2013 - 252 298 zł (1473 zl/t)
    2014 - 165 091 zł (1320 zl/t)
    2015 - 590 000 zł (1459)
    (2016 - 1700 - 1900 zl/tona)

    Z chlopska filozoficznie - wychodzi (juz przy tym jednym parametrze - w nawiasach podana jest srednia cena za tone rzepaku w Polsce ) bardzo ladna korelacja miedzy wysokoscia szkod i cena rzepaku. W zasadzie szkody "wrocily" w 2015 roku do poziomu z 2011 plus jakis - z odleglosci kilkuset kilometrow niewytlumaczalny "plus".

    W zestawieniu z tym faktem :

    "Zima 2011/2012 wprowadzono dokarmianie zimowe tego stada, dzięki czemu szkody z roku na rok znacznie spadają."

    ....rok 2015 faktycznie powoduje Galimatias, ktorego sie bez palety Zubra i paru flaszek Zubrowki faktycznie nie rozbierze. Conajmniej.
    Z kilkuset kilometrow tak czy owak. Pozostaje tylko gdybologia.Z wieloma "hakami".

    Pytanie dodatkowe w tym Galimatiasie, zwiazane z dokarmianiem,to to ile soli sie wyp...dala wlasciwie w Lesie Knyszynskim do lasu, a szczegolnie miedzy polowa pazdziernika i polowa marca ?

    Jeszcze inne pytanie dodatkowe - gdzie dokonywane sa odstrzaly ?. W lesie czy na polach ?. Jak dokonywane sa odstrzaly ?. Ze stada ?. Pojedyncze osobniki ?

    OdpowiedzUsuń
  8. Zostały usunięte odpowiedzi na mój wpis. Jestem nie pocieszona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My niczego nie usuwalismy. Komentarze niejakiego Sterubka zostaly usuniete przez samego Sterubka. Tak informuje blogger.

      No i szto dielat?

      Usuń
    2. WIEM!!! :) Mimo to szkoda, że nie zdążyłam przeczytać.
      Może Sterubek jeszcze napisze. Choć jeden...

      Usuń
    3. To jak wie to czego po nocach placze? ;))

      Spac! Zeby jutro wypoczete oczka mogly strawic bucowska tfurczosc w nowej odslonie. :))

      Usuń
  9. Nie płaczę (skoro Redachtorowi siem zachciało za Panią Anonimkę statystyki robić, to i ja swą "markotność" ;) wreszcie postanowiłam wyrazić - bo tem. żyje nadal :D ). Tylko nie wiem czy to było coś w stylu: "Obedrę cię żem skory" ;) czy może: "Co zaDem ...bilne wierszyki". ;) ;) A może ta Pani (albo Pan) się zawzięła i popełniła aż trzy limeryki...?
    Już siem nie dowiem i tak markotno zakończem ten wątek Skorubkowy...

    OdpowiedzUsuń
  10. Miła Pani! Sam usunąłem moje wypisy. A moje zdanie na temat odstrzału żubra może Pani przeczytac na stronie Dzikie Podlasie- Fotografia Przyrodnicza. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń